Kiedy wstaje, wstaje jasny dzień
Ze swej nory, z nory wychodzi leń
To słońce złoci jego łeb
Gdy leń pochłania słodki chleb
Gdy leń pochłania słodki chleb
Leń ma czas najeść się za dwóch
Patrzcie jak rośnie jego brzuch

Na, na, na, na, na, na, na, na
Nie pracować to jest grzech
Na, na, na, na, na, na, na, na
Lecz przemęczać się to pech

Gdy pracujemy, pracujemy cały dzień
Do góry brzuchem leży leń
Nic nie robi on za trzech,
Bo gdyby robił toby zdechł
Leń ma czas najeść się za dwóch
Patrzcie jak rośnie jego brzuch

Na, na, na, na, na, na, na, na
Nie pracować to jest grzech
Na, na, na, na, na, na, na, na
Lecz przemęczać się to pech


Popatrz młody kołchoźniku 

Twój PGR, wielki, szybki
Kombajnista z traktorzystą
Na wykopkach robią striptis

ref. Taki moment, taka chwila
Chronią pracę od marazmu
Tylko ty, jako jedyny
Nie dostałeś dziś orgazmu

Popatrz młody robotniku
Jak surówka spływa z pieca
Jak twój kumpel brygadzista
Przy wytopie się podnieca.

ref. Taki moment, taka chwila
Chronią pracę od marazmu
Tylko ty jako jedyny
Nie dostałeś dziś orgazmu

Już niedługo nadejdzie taki czas
Gdy za brak orgazmu będą karać nas
Więc czym prędzej ubezpiecz się
Dwa litry mleka w siebie wlej

ref. Taki moment, taka chwila
Chronią pracę od marazmu
Tylko ty jako jedyny
Nie dostałeś dziś orgazmu