Kiedy wstaje, wstaje jasny dzień
Ze swej nory, z nory wychodzi leń
To słońce złoci jego łeb
Gdy leń pochłania słodki chleb
Gdy leń pochłania słodki chleb
Leń ma czas najeść się za dwóch
Patrzcie jak rośnie jego brzuch

Na, na, na, na, na, na, na, na
Nie pracować to jest grzech
Na, na, na, na, na, na, na, na
Lecz przemęczać się to pech

Gdy pracujemy, pracujemy cały dzień
Do góry brzuchem leży leń
Nic nie robi on za trzech,
Bo gdyby robił toby zdechł
Leń ma czas najeść się za dwóch
Patrzcie jak rośnie jego brzuch

Na, na, na, na, na, na, na, na
Nie pracować to jest grzech
Na, na, na, na, na, na, na, na
Lecz przemęczać się to pech


Rośnie nam pejzaż za pejzażem

Ziemia co chwile zmienia twarze
Pejzaż zawiły taki zwykły temat

ref. Pejzaż horyzontalny
Horyzont różny niebanalny
Człowiek jak Stwórca nieobliczalny

Rosną budowle na ugorach
Jest tylko jutro nie ma wczoraj
Wiatr targa wiechy coraz to nowe
I coraz większa trwa budowa

Ta rzecz przyciąga jak magnesem
Czasem zatęsknisz do pierzyny
Ale przepadłeś już z kretesem
Rzucić to wszystko dla tej roboty
Jak dla dziewczyny

ref. Pejzaż horyzontalny
Horyzont różny niebanalny
Człowiek jak Stwórca nieobliczalny